Dolomity sesja ślubna

Często jeżdżę na plenery zagraniczne, ale nie często na tak szalone ! Prawie 2,5 tys. km autem pokonane przez weekend ! O tym warto przeczytać i oglądnąć zdjęcia z tej pięknej podróży.

Zacznijmy od samego miejsca.
Śmiem twierdzić że prawie każdemu marzy się włoska sesja zdjęciowa. Mam rację? A co gdyby do włoskiego klimatu przepełnionego zapachami, dodać widoki jak z filmu ? Nieregularne szczyty niczym zęby rekina, kolor gór jakby namalowane zostały grafitem. I lazurowy kolor górskich jezior. To są właśnie Dolomity !

Chciałoby się chłonąć te widoki garściami… chciałoby się zostać dłużej i zwiedzić więcej. Ale my mieliśmy na to tylko dwa dni ! Stąd decyzja aby zrobić plener ślubny w kilku ale za to jakich miejscach !

Lago di Braies

To perła Południowego Tyrolu. Jezioro położone jest w Dolomitach w dolinie Pusterlat. Po przejechaniu 1000 km i spaniu w drodze w aucie dojechaliśmy na parking mieszczący się tuż przy jeziorze. Godzina 7 rano turystów brak… słońce delikatnie oświetla góry. Warun idealny ! Działamy!

Kolejnym przystankiem był jak się okazało łatwo dostępny punkt widokowy Cadini di misurina. Udało nam się dojechać pod schronisko autem, teraz 30 min delikatnego podejścia i jesteśmy na miejscu. Łatwo dostępny powiedziałam? Może i dojazd tak… Ale na szczycie aby dostać się na sam punkt trzeba było pokonać kilka metrów wąska ścieżka nad przepaścią. Moja dzielna, wspaniała Para ! Pokonując lęki, pozowali jak szaleni ! I chyba sami potwierdzą, że było warto. Jeszcze kilka ujęć na tle gór, łyk może dwa wina- w nagrodę za pierwszy dzień zdjęciowy. I zmęczeni ruszyliśmy do miejsca noclegu. Tak minął pierwszy dzień.

Kolejny dzień przywitał nas kapryśną pogodą… Dlatego pokręciliśmy się po północnym Tyrolu między innymi w wiosce Santa Maddalena. Okazało się że oznaczone punkty widokowe nie są dostępne dla turystów… Ale pomimo deszczu i kilku zawodów spowodowanych spontaniczną zmianą planów udało nam się dokończyć sesję. Na sam koniec, jeszcze w strojach ślubnych wstąpiliśmy na włoską pizzę- był to punkt obowiązkowy ! Zmęczeni ale jakże zadowoleni pożegnaliśmy Dolomity i ruszyliśmy w stronę Polski.

Jak opisałabym ten wyjazd jednym słowem? Szaleństwo! Ale poproszę o więcej takich wariatów. 

Natalio i Adrianie dziękuję Wam za spełnienie mojego kolejnego foto marzenia !